abortion-child-sacrifice

Temat aborcji, jest aktualnie tematem tabu, ze względu na zmiany w przepisach prawnych. Robiłam wywiad wśród znajomych, bliskich osób i obcych, żeby przygotować materiał i napisać jaka jest opinia społeczeństwa na temat aborcji. Robiłam wywiad do momentu, w którym trafiłam na jedną kobietę, która w ramach uwolnienia własnych demonów, postanowiła mi opowiedzieć swoją historię. Będę pisać w pierwszej osobie, żeby było Wam lepiej czytać i żebyście mogli postawić się na jej miejscu. Ten wpis jest dedykowany dla kobiet, które popełniły tą straszną zbrodnię.

Po aborcji życie się zmienia, gdy ktoś mnie pyta o zdanie na temat zmian w przepisach o aborcji, mówię, że nie mam zdania, nie udzielam się, nie odpowiadam. Nie czuję się upoważniona do mówienia o tym strasznym czynie, gdzie sama to zrobiłam. Nigdy nikomu o tym nie mówiłam, ale czasami łatwiej powiedzieć o tym obcej osobie, niż bliskiej. Gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży wypiłam całą butelką wina i spaliłam pół paczki papierosów. Byłam przeprażona. Na drugi dzień byłam umówiona na aborcję, która miała zostać dokonana tydzień później- dano mi tyle czasu żebym zastanowiła się, czy jestem tego pewna, czy czasami nie zmienię zdania. Nie zmieniłam. Przez tydzień czułam w sobie małą część mnie, moje nastawienie się zmieniło, automatycznie dotykałam brzucha, uważałam na ciężkie rzeczy, byłam przewrażliwiona na dotyk obcej osoby, podświadomie cieszyłam się z życia, które rozwija się w środku, we mnie. Mimo wszystko wiedziałam, że nie mogę urodzić tego dziecka. Powodów było wiele, ale o tym nie chcę opowiadać. Była to bardzo trudna decyzja. Pytano mnie wiele razy, czy jestem pewna, mówiłam, że jestem. Nie byłam. Nigdy nie byłam. Odkąd poczułam życie wewnątrz mnie, wszystko się zmieniło. Z dniem aborcji, moje życie uległo zmianie. Jestem złym człowiekiem i cokolwiek bym nie zrobiła, potworem zostanę.

baby_1_3

Sama aborcja była niesamowicie bolesnym doświadczeniem, gdybym wiedziała ile będę musiała znieść bólu, to nawet ze względu na ten ból, który mi towarzyszył, nie usunęłabym dziecka. Miałam wrażenie, że wyrywana jest część mnie, wraz z dzieckiem wyrwano mi pół serca. Po aborcji leżałam w domu tydzień czasu. Bolało, wszystko bolało. Ból był fizyczny i psychiczny. Pamiętam jak chciano mi pokazać „wyrwane” dziecko. Lekarz porównywał dziecko do łyżeczki dżemu. Nie chciałam patrzeć, ale na pamiątkę wzięłam wydruk USG dziecka. Z datą i godziną. Mimo aborcji, nigdy o nim nie zapomnę. Gdy było po wszystkim chciałam krzyczeć, ale milczenie jakoś było lepsze… To milczenie zostało, aż do dziś. Długi czas miałam spokój, nie martwiłam się, nie przejmowałam. Żyłam jak gdyby nigdy nic. Do czasu. Nie miałam PAD ale nastąpił PAS, czyli coś o wiele gorszego. PAD i PAS to zaburzenia posttraumatyczne. PAD pojawia się od razu po aborcji i przypomina cierpienie kobiety po poronieniu. PAS pojawia się po jakimś czasie, mogą to być nawet kilka lat. Kobieta nie jest w stanie sobie poradzić z tym już do końca życia, a im kobieta starsza, tym trudniej to znosi i bardziej cierpi i uważa się potwora. Kobieta, która dokonała aborcji NIGDY sobie nie wybaczy. Odczucia objawów PAS nasila się w rocznicę zabiegu. Kobieta nie jest w stanie tego dnia funkcjonować, wraca myślami do zabiegu, jakby to było wczoraj. Pamięta i odczuwa ból fizyczny i psychiczny, który jej towarzyszył. Lekarz mnie oszukał, powiedział, ze zapomnę, że to nie dziecko , że to wyglądało jak łyżeczka dżemu. Tego nie da się zapomnieć, nasila się to przy obecności innych dzieci, a szczególnie w podobnym wieku, w którym byłoby moje dziecko gdybym je urodziła. Popełniłam błąd, którego konsekwencje będę ponosić całe życie, błąd, którego sobie nie wybaczę, błąd, który skreślił mnie jako człowieka a powitał jako potwora. Błąd, z którym ciężko żyć. Są chwile załamania, które trwają kilka minut i są momenty, które trwają godzinę, kilka dni, tydzień. Nie mówię nic nikomu. Nikt o tym nie wie. Prawie nikt. Ojciec dziecka wie. Sam mnie do tego nakłaniał. Już z nim nie żyje. Wielokrotnie rozmawiałam z nienarodzonym dzieckiem. Absurd, prawda? Jednak czułam i szukałam słów pocieszenia, zrozumienia albo słów „wybaczam CI”. Dwa razy śniło mi się moje dziecko, raz na tyle autentycznie, że nie mogłam do siebie dojść. Śniło mi się jak łapie mnie za dłoń i mówi „Mamo, rozumiem Cię. Wybaczyłam już dawno”. Czyżby to była dziewczynka? Wierze w życie pozaziemskie, ale do tej pory nie mogę sobie poradzić z tym, jak bardzo egoistycznie postąpiłam. Czuję do siebie wstręt. Mam nadzieje, że kiedyś sobie wybaczę i mam nadzieję, że dziecko którego nie ma, wybaczy mi mój błąd, który popełniłam. Moje poczucie wartości wywołaną decyzją spadło, złapałam lęki i olbrzymie wyrzuty sumienia, które trudno zagłuszyć. Czasami dopada mnie nicość, gdzie nie chce się żyć, na niczym mi nie zależy i wszystko jest mi obojętne. Nic nie jest w stanie mi pomóc, jestem wtedy wrakiem. Z dniem dokonania aborcji otworzyłam bramy piekła, które nie opuszczę nawet po swojej śmierci. Milczenie jest złotem, mogę śmiało powiedzieć, że mam dwie twarze. Zranionej kobiety i radosnej, szczęśliwej, która wiedzie wspaniałe życie bez żadnych problemów. To co siedzi w głowie jest tylko moje i nikt mi tego nie odbierze. To, że jestem potworem jest tylko w mojej głowie. Zabiłam własne dziecko i muszę żyć z ciągłym lękiem.

baby-1150109_1920

Dlaczego postanowiłam o tym napisać? Kobieta, z którą rozmawiałam była tak przerażoną aborcją i mimo, że minęło kilka lat, opowiadała to w taki sposób jakby się wydarzyło wczoraj. Wpisałam w Google „aborcja” szukając porad dla kobiet, które się na nią zdecydowały. Lubię trudne tematy, lubię pomagać ludziom, ale w tym przypadku NIC nie znalazłam, dlatego postanowiłam upublicznić ten wpis, bo być może wiele kobiet na niego trafi i poczuje choć trochę ulgę.

Jak się pogodzić ze stratą dziecka?

Po pierwsze zdaj sobie sprawę, że to nie TWOJA wina. Musisz sobie wybaczyć, nie możesz karać się całe życie. Nie jesteś gorsza, nie jesteś potworem. Jesteś wartościową, godną kobietą, która zasługuje na miłość i szczęście. Każdy ma prawo popełniać błędy, Twoją karą będzie żyć z tą myślą całe życie, więc żyj z tym. Naucz się z tym żyć. Proponuję powiedzieć o tym, tylko naprawdę zaufanej osobie i przed powiedzeniem dobrze się zastanowić. Ludzie różnie reagują. Wybacz sobie, napisz list pożegnalny do nienarodzonego dziecka. W dniu rocznicy idź do kościoła, wierz, że to była najlepsza decyzja jaką mogłaś zrobić. Czasu nie cofniesz, ale karać siebie też nie możesz. To może doprowadzić człowieka do nerwicy, lęków, depresji, obsesji. Nadaj imię nienarodzonemu dziecku, przeżyj żałobę. Pochowaj je, pamiętaj o nim, ale wybacz sobie i nie wiń siebie. Nie jesteś złym człowiekiem. Jesteś dobra, masz wyrzuty sumienia? To znaczy, że jesteś dobrym człowiekiem. Gdybyś była potworem, nie miałabyś wyrzutów sumienia- powtarzaj to sobie do póki w to nie uwierzysz. Jeśli nie jesteś w stanie samodzielnie sobie z tym poradzić, pójdź na terapię. Musisz dalej żyć, i pamiętaj nie jesteś złą kobietą. Kobiety, które dokonały aborcje całe życie czują się samotne. Nieważne czy mają kochającego partnera czy nie, one i tak nie będą do końca szczęśliwe. Takie kobiety czują się zawsze samotne i przeważnie milczą. Człowiek nie jest w stanie sobie wyobrazić, co taka kobieta czuje i myśli. Trzeba wybaczyć sobie, przeprosić nienarodzone dziecko, wykrzyczeć, wypłakać, przeżyć ból, i podzielić się z kimś tym bólem. Tylko z zaufaną osobą, ulży Ci.

connected-1327191

Jesteś dobrym człowiekiem, pamiętaj o tym.

A Ty drogi czytelniku, jeśli wiesz że Twoja znajoma, przyjaciółka, osoba Ci bliska usunęła ciąże, nie potępiaj jej, tylko współczuj. Dla niej największą karą jest fakt, że musi żyć z tą decyzją już na zawsze. Po drugie, kobieta nie zawsze jest winna może wpływać na jej decyzję wiele osób. Pamiętajcie o tym, że przeszła bardzo niebezpieczny zabieg, który zagrażał jej życiu, spowodował wiele bólu fizycznego i psychicznego, naraziła się na to, że w przyszłości będzie bezpłodna. Konsekwencji jak widać jest dużo za dużo, dlatego nie potępiaj tylko zrozum. Nie oceniaj, tylko pomóż. Te kobiety przeważnie są pozostawione same sobie.

treatment-1327811_1920

Written by Patrycja

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *